Informacje na temat psychoterapii


Jesienna chandra

To popularny temat podczas rozmów przy jesiennej kawie. Często ten obniżony poziom energii jest – symbolicznie mówiąc - mieszany z jesiennym błotem: że to przez małą dawkę słońca, a że to wakacje minęły, że to niesprawiedliwe, że teraz męczarnia i tylko obowiązki, że „budzikom śmierć”, że nic się nie chce. Depresja?

Na szczęście od chandry daleko jeszcze do depresji. Choć jesienny spadek nastroju nazywany bywa potocznie „deprechą”, to różnica jest jednak znaczna. Depresja to stan, który dezorganizuje prawie wszystkie obszary życia w stopniu utrudniającym wykonywanie codziennych czynności. A do tego trwa i trwa i trwa (statystyki wskazują, że minimum ponad 2 tygodnie). Gdy podejrzewamy depresję, nie warto zadręczać się wątpliwościami. Można poczytać o jej objawach i skonsultować się ze specjalistą: psychoterapeutą czy psychiatrą.
Nie przez przypadek nastrój o tej porze roku nazywamy jesiennym. Jesienią natura zwalnia i odpoczywa. Dlaczego z nami nie miałoby się dziać to samo? Z mojej perspektywy, w tym czasie dysponujemy mniejszym poziomem energii niż jeszcze w sierpniu. Czasami trudno jest się na to zgodzić. Jak sobie radzić samemu? Można postawić na przyjemności. Zatroszczyć się o siebie, wcale nie tracąc empatii czy rozsądku. Każdego dnia można dać sobie odrobinę relaksu, ciepłą kąpiel, chwilę muzyki przy świecach, dłuższy sen, korzenny napój z przyjacielem, zaplanować kolejną podróż lub wrócić do domu przez park pełen barw. Owszem, można też sięgnąć po leki (ziołowe lub psychiatryczne) albo po terapię za pomocą lamp (dostępne są nawet lampy w słuchawkach, skutecznie doświetlające mózg). Warto jednak przy tym pamiętać, że jeśli te zabiegi staną się kolejnymi obowiązkami, to z pewnością przyniosą odwrotny skutek. W październiku i listopadzie świat zaprasza nas do wyciszenia. Czy skorzystamy z tego, zależy wyłącznie od nas.